Cofnij do listy felietonów

Odcinek 8: Prawdziwa historia Potwora z Urbanowa


Epizod 2 - D R E W N O    N A    O P A Ł

Był środek ciepłego, letniego dnia, gdy stary Paweł uśmiechając się mijał sklep spożywczy. Pchał przed sobą nieco odrapany, zielony wózek na drewno. Co i rusz wózek zaskrzypiał. Leżący pod chałupą Jankowiaków kot uniósł lekko powiekę, ale poznawszy kto idzie, przymknął z powrotem. Zapobiegawczo strzygł uszami, bo różnie to w życiu bywa. Po drugiej stronie ulicy Mielecka wieszała pranie.
- Dzień dobry, Paweł. Gdzie idziesz? - zapytała nie przerywając pracy. Wiatr lekko zawiał wytrącając jej klamerkę.
- Do lasu idę, knebloków narumbie. Będę miał. - odpowiedział Paweł zatrzymując się na chwilę. Oglądnął się za przejeżdżającym samochodem. Przejeżdżał właśnie Jasiu Czarnecki z żoną. Paweł uniósł czapkę, na co Czarnecki odpowiedział uniesieniem ręki.
- A pogoda w sam raz ci się trafiła. - zagaiła ponownie Mielecka.
- Ano się trafiła. Idę, bo dzieciaki mają przyjść po południu.
- No.
Stary pomruczał jeszcze coś pod nosem i ruszył w kierunku lasu. Las był suchy. Głównie iglasty, ale zdarzały się przebitki liściaste. Na grzyby trzeba jeszcze poczekać. - pomyślał dziadek. Ruszył w kierunku stawu, gdzie w tym roku robili wycinkę. Walało się tam mnóstwo gałęzi, które były całkiem przyzwoite. Ostatni odcinek drogi był najtrudniejszy, bo trzeba było przedzierać się przez zakrzaczony lasek. Zaraz za laskiem zaczynała się wycinka. Już było widać prześwity pomiędzy krzakami. Jeszcze tylko kilkadziesiąt kroków dzieliło Pawła od wyrębiska. Właśnie przeciskał wózek między dwoma krzakami orzecha, gdy zobaczył, że liście wokoło są poplamione ciemnymi kropkami. Zrobił jeszcze kilka kroków i wdepnął w kałużę gęstej, ciemnej cieczy. Chwilę potem poczuł zapach padliny. Pewnie jakiś lis dopadł zająca - pomyślał. Tylko, że trochę za dużo tej krwi jak na jednego zająca. Wyglądało to raczej na sarnę. Ale nie było widać żadnych śladów walki, ani ciągniętych zwłok. Zamierzał właśnie ruszyć dalej, gdy kropla trafiła go w czoło. Odruchowo zerknął do góry. Kilka metrów nad nim ktoś przewiesił dwie rozprute sarny. Z wnętrza ich ciał wisiały porozciągane jelita. Odskoczył przerażony do tyłu. Gdzieś z lewej strony usłyszał trzask nadepniętej gałęzi. Całkiem niedaleko, kilkanaście metrów od niego. Po chwili usłyszał szelest potrącanych krzaków. Ocknął się, złapał za wózek i zaczął uciekać w kierunku wsi. Zrobił tylko kilka kroków, gdy wózek zaczepił mu się o dwa, blisko rosnące krzaki. Schylił się by uwolnić koło. W tym momencie usłyszał ponownie szelest krzaków. Coś było tuż obok niego. Wypuścił wózek i ruszył przez las potykając się i oglądając za siebie. Po chwili uspokoił się nieco, ale nie na tyle żeby wrócić po wózek. Trzeba iść po Waldka - pomyślał. - Co będę sam chodził, cholera wie jakie to licho tam siedzi.

Na podwórku stał Paweł, Waldek i policjant. Obok nich leżał pogięty wózek, który dzień wcześniej Paweł zostawił w lesie.
- Słuchaj Paweł, nie wiem co to było. Wygląda jakby przemielił to jakiś niedźwiedź. Ale gdzie u nas niedźwiedź. Nie wiem co z tymi sarnami. Nie było ich tam, ale gałęzie faktycznie były pomazane. Tylko nie wiem jakie cholerstwo potrafiłoby wleźć tak wysoko. Masz szczęście dziadku.
- Cholera, nowiutki wózek. a czy ten czort się nie przypałęta do wsi?
- Miejmy nadzieję, że nie. Ja dzwoniłem już do nadleśnictwa. Andrzej rozmawiał z sołtysem. Ty się już teraz tym nie martw. No ale za wózek, to ci nikt nie zapłaci.
- Waldziu, to ja lecę na komisariat, bo mam jeszcze dzisiaj raport. Mogę cię podrzucić do domu.
- To się dobrze składa, już jedziemy.
- Aha i Paweł, Waldek, nikomu ani słowa. Dostałem z góry prikaz, że wszystko jest tajne. Nikomu nic nie gadać. I nie pytajcie mnie o co chodzi, bo nic więcej od was nie wiem. Mężczyźni spojrzeli się po sobie, ale nikt nic nie powiedział.
- To jedziemy Andrzej.
Gdy granatowy Volkswagena wyjeżdżał na ulicę, Paweł podszedł do wózka. Metalowe rurki były zmiażdżone i porozrywane w kilku miejscach. Nadawał się tylko na śmietnik. Stary odwrócił się i spojrzał w stronę lasu. Po chwili ruszył wolnym krokiem w kierunku domu.
Copyright © by Wojciech Klessa, Projekt i wykonanie: WK Software, Hosting: www.artysta.art.pl, Domena: www.art.pl