Cofnij do listy felietonów

Odcinek 7: Prawdziwa historia Potwora z Urbanowa


Epizod 1 - R Y B A C Y

Był ciepły wieczór, gdy S. wraz ze swoim kolegą wychodzili z domu. Wybierali się na ryby nad pobliski staw, należący do S. Po drodze weszli do szopy i zabrali wykopane wcześniej robaki. S. wyciągał je spod pieńków, to była jego sprawdzona metoda. Robale lubiły siedzieć w takich właśnie miejscach, były blade ale grube. Siedziały w słoiku zasypane czarną ziemią. Wzięli też siatkę na złowione ryby i wędki. Skierowali się w stronę stawu. Słońce właśnie schowało się za horyzontem zabarwiając na czerwono zachodnią stronę nieba. Wiał lekki, ciepły wiaterek. Nadchodziła noc. Dzienne zwierzęta szykowały się do snu oddając pole nocnym drapieżnikom. Ze wsi dobiegało szczekanie psów, które starały się udowodnić swoim właścicielom, że warte są kosztów swego utrzymania. Żaby rechotały starając się wzajemnie przekrzyczeć. Poczuli zapach stawu. Zapach zbutwiałych gałązek i trzcin wymieszany z zapachem tataraku i rzęsy. Jeziorko było ogrodzone drucianą siatką, co miało je zabezpieczać przed kłusownikami. Nie była to jednak przeszkoda nie do pokonania. Co pewien czas konieczne było łatanie dziur wyciętych w ogrodzeniu. S. utrzymywał ten staw częściowo dla przyjemności, częściowo dla zarobku. Co jakiś czas odławiał trochę ryb za pomocą sieci i sprzedawał do hurtowni rybnej w Grodzisku. Nie były to wielkie pieniądze, ale na tyle znaczące w budżecie, że opłacało się łatać ogrodzenie.
Przeszli przez furtkę i weszli w trzciny, wąską ścieżką w kierunku mostka. S. wyciągnął z trzcin deskę i ułożył ją tworząc kładkę, po której weszli na mostek. Kolega włożył siatkę do wody i wyjął wędkę. Na niebie pojawiły się właśnie pierwsze gwiazdy. S. zerknął na zegarek, była godzina 22:12. Zauważył, że zrobiło się cicho, znikło szczekanie psów, a hałasujące jeszcze przed chwilą żaby zamilkły. Martwą ciszę przerwał przeraźliwy ryk dobiegający z przeciwległego końca jeziora. Dźwięk dobiegł zza ogrodzenia, tam gdzie zaczynał się las. Był to dźwięk niepodobny do niczego co znał zarówno S. jak i jego kolega.
- Co to było? - spytał przerażony.
- Nie wiem - szepnął kolega. Po chwili straszny dźwięk zagrzmiał ponownie, tym razem trochę bliżej i groźniej.
- Zabieraj dupę i wypierdalaj - wrzasnął drżącym głosem. Kolega zdążył tylko złapać wędkę i rzucili się do ucieczki. Uciekając zapomnieli zabrać siatkę. S. był już przy końcu kładki, gdy pośliznął się i wpadł do wody. Nie było tam głęboko, ale dno pokryte było grubą warstwą mułu, która utrudniała poruszanie się. W tym momencie po raz trzeci usłyszeli ryk. Coś było tuż obok, kilkadziesiąt metrów za ogrodzeniem. Kolega zaczął biec w kierunku wsi nie czekając aż S. wygrzebie się na brzeg.
- Ja pierdolę, poczekaj na mnie. - krzyczał rozpaczliwie S. Wreszcie dotarł do brzegu i rzucił się pędem w kierunku, w którym kilka sekund wcześniej zniknął jego kolega.
Następnego dnia S. opowiedział znajomym przy piwie o całym zdarzeniu. Ludziom trudno było uwierzyć w tak nieprawdopodobną historię, ale dobrze znali S. i wiedzieli, że stąpa on twardo po ziemi i musiało to być coś naprawdę przerażającego. Siedząc w przytulnej knajpce przy piwie, burzliwie dyskutowali o dziwnym incydencie. Nikt z nich nie zdawał sobie sprawy, że to dopiero początek serii przerażających zdarzeń, które już wkrótce miały nastąpić. Wtedy po raz pierwszy usłyszeli o stworzeniu, które później zostało okrzyknięte Potworem z Urbanowa.
Copyright © by Wojciech Klessa, Projekt i wykonanie: WK Software, Hosting: www.artysta.art.pl, Domena: www.art.pl