TOUR REPORT - OPOLE (Kociołek)

Z Poznania wyjechaliśmy około 9.30 rano, na wpół sprawnym (szwankujące hamulce przednie, brak tylnich) samochodem Dziadka, kierując się w stronę Wrocławia, będącego pierwszym ważnym punktem naszej koncertowej podróży. W mieście znanym mi tylko i wyłącznie z Rotundy w której umiejscowiona jest Panorama Racławicka, mieliśmy zostawić w uprzednio wyselekcjonowanych klubach muzycznych i sklepach z płytami, materiały informacyjne dotyczące Babilonu, dlatego liczył się czas jak najszybszego dotarcia do metropolii położonej nad rzeką Odrą, tak aby w miarę spokojnie, a nie na wariackich papierach dokonać "informacyjnej propagandy" . Pierwsze kilkanaście kilometrów trasy przebiegało wyśmienicie. Umilaliśmy sobie czas rozmowami oscylującymi wokół muzyki i życia codziennego, przeplatając wypowiadane słowa wsłuchiwaniem się w repertuar, jaki mieliśmy wspólnie dzisiejszego wieczora wykonać, a który delikatnie sączył się z głośników samochodowego zestawu hi-fi. Piękny dzień, z jaskrawo świecącym wiosennym Słońcem, do którego promieni moje oczy jeszcze nie zdążyły się dobrze przyzwyczaić po jesienno-zimowych dniach zdominowanych pochmurną szarością, napawał radością i optymizmem czyniąc wyprawę niezwykle ekscytującą. Po kilkudziesięciu kilometrach podróży zrobiliśmy pierwszy postój na stacji benzynowej w celu załatwienia czynności fizjologicznych, wypicia kawy, napoczęcia spakowanego prowiantu i zauważenia, że z przednim prawym hamulcem samochodu, którego nazwy nie podam, aby nie czynić kryptoreklamy dzieją się nienajlepsze rzeczy.Wyciekający w zatrważającym tempie płyn hamulcowy, sączący się w trakcie naduszenia pedału po wewnętrznej części felgi, zrodził lekką niepewność o dalsze losy naszej jazdy w której to perspektywa poruszania się autem mającym w pełni sprawny tylko jeden hamulec z czterech dostępnych nie należała do rzeczy w miarę bezpiecznych. Defekt układu hamulcowego znalazł swoje ujście w warsztacie mechanika samochodowego, do którego wstąpiliśmy w następnej miejscowości, przez którą dane nam było powolutku przejeżdżać. Wstępne oględziny łącznie z zatamowaniem wycieku i przywróceniem sprawności prawego hamulca, w wyniku czego pogłębianie się usterki zostało zatrzymane, zajęły około 15-20 minut, więc strata czasu była niewielka, a ponadto samochód został z powrotem przywrócony do stanu użyteczności, umożliwiającej dalsze pokonywanie za czterema kółkami kolejnych kilometrów zbliżających nas do punktu zero dzisiejszego dnia.Niestety pech wiszący nad dachem samochodu Dziadolla niczym złowieszczy miecz Damoklesa nie dał tak łatwo za wygraną i dopadł nas po raz drugi po kolejnych kilkudziesięciu przejechanych kilometrach. Tym razem niełaskawy los rozerwał linkę gazu przy samym gaźniku. Na dodatek awaria nastąpiła w chwili kiedy przed naszymi oczyma wyrosła dość pokaźnych rozmiarów górka przez której środek przebiegała droga, po której się poruszaliśmy. W wyniku osiągnięcia niedostatecznej prędkości, udało się dojechać do połowy wzniesienia, po czym Wojtas i ja pospiesznie wyskoczyliśmy z auta sterowanego przez Dziadka i pchając we dwoje czerwoną kupę żelastwa dociągnęliśmy ją prawie na szczyt wzniesienia, gdzie po zdiagnozowaniu usterki, fragment uszkodzonej linki gazu został pospiesznie zastąpiony najgrubszą gitarową struną E. W wyniku dwóch napraw auta z czym wiązały się przerwy w podróży, a także ergonomicznej jeździe, którą wymusił stan techniczny pojazdu, nie udało się uzyskać wystarczającej ilości czasu, aby zatrzymać się w stolicy Dolnego Śląska, w celu rozniesienia materiałów informacyjnych o zespole. Taka sama sytuacja miała miejsce w Opolu, w którym również chcieliśmy dotrzeć do różnych miejsc, niestety nic z tego. Z Wrocławia wytyczonym skrótem, tak aby ominąć zawalone samochodami centrum wjechaliśmy na autostradę A4, która poprowadziła nas prosto do docelowego miasta, chyba najbardziej znanego z Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej.

Do pubu Kociołek dojechaliśmy po godzinie siedemnastej, więc w spokoju mogliśmy odpocząć po kilkugodzinnej jeździe, rozstawić sprzęt, zrobić małą próbę i pogadać z właścicielami baru w którym graliśmy. Repertuar, jaki wstępnie opracowaliśmy na akustyczne występy obejmuje różne utwory Babilonu, zarówno te stare np: "39 milionów", "Łysa i Piorun" jak i nowsze: "Rewolucja", czy też "Rodzina". Całość materiału wykonywanego przed opolską publicznością, jaka zjawiła tamtego wieczora, została odegrana w przeciągu godziny. Zaczęliśmy punktualnie o 20.00 rozpoczynając muzyczny spektakl utworem "39 milionów", który w wersji "z prądem" jest jednym z hitów Babilonu. Następnie przeszliśmy do piosenki ”Łysa i Piorun", po której zabrzmiały pierwsze dźwięki melodii "Dziewczyny lubią pokój”. Każdy utwór, a było ich w sumie 15, poprzedzała krótka zapowiedz ze strony Wojtasa, który to w kilku zdaniach przedstawiał, o czym dana piosenka traktuje, a także co go skłoniło do napisania takich, a nie innych słów. Przerwy między kolejno wykonywanymi kawałkami, były wypełnione gromkimi oklaskami zebranej publiczności, której koncert przypadł do gustu, w wyniku czego cały występ został podsumowany bisem w postaci bardzo refleksyjnego utworu zatytułowanego "Night in Budapest”.

Po koncercie były podziękowania, było też kilka autografów i poczęstunek, jakim zostaliśmy ugoszczeni przez właścicieli. To co mieliśmy zrobić, udało się częściowo wykonać, z czego i tak byliśmy zadowoleni. Szkoda, że nie mogliśmy zostać dłużej w tym nadodrzańskim mieście, tak aby z głową wypełnioną pozytywną energią, móc przemierzyć opolskie ulice, celem zapoznania się z miejską scenerią ale myślę, że i na to kiedyś jeszcze przyjdzie czas.

Pierwszy Sprawozdawca IV RPL - Marych
Copyright © by Wojciech Klessa, Projekt i wykonanie: WK Software, Hosting: www.artysta.art.pl, Domena: www.art.pl